sobota, 5 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 29

31 grudnia

Nadszedł dzień imienin pana o wdzięcznym imieniu Sylwester, czyli czas wielkich przygotowań do parapetówki u Kłosa. Od samego rana biegałam po mieszkaniu jak poparzona, nic nie mogłam znaleźć, na mojej głowie miały być loki, a wyszły fale, więc jeszcze raz musiałam powtarzać kręcenie, paznokcie, które pomalowałam na czerwono nie wyschły mi w porę i zostawiłam cały lakier na nowej, czarnej sukience, w którą miałam wskoczyć i iść się bawić. Wyklinałam wtedy cały świat, a Pawełek? Pawełek w najlepsze zajadał się chipsami przed telewizorem, oglądając skoki narciarskie.
-Paweeeł! - krzyknęłam z łazienki.
-Noo... - usłyszałam znudzone mruknięcie.
-Podaj mi zmywacz do paznocki, z mojego pokoju!
-Nie chce mi się...
-Paweeeł!
-No co?!
-Podaj mi ten cholerny zmywacz!
-Coo?!
-Sama sobie wezmę! - burknęłam i pobiegłam po zmywacz, aby uratować kieckę. Całkiem nieźle zeszło, lecz została mokra i cuchnąca plama. Uznałam, że wyschnie, więc wzięłam się za ponowne kręcenie włosów. Karol zaplanował całą domówkę o 20, a było już sporo po 18. Nie byłam do końca pewna czy się wyrobię. Kiedy włosy potraktowane lokówką zaczęły wyglądać w miarę normalnie, zabrałam się za makijaż. Na górnej powiece zrobiłam dosyć grubą kreskę eyelinerem i mocno wytuszowałam rzęsy, policzki przejechałam różem, a na usta nałożyłam pomadkę w lekko czerwonawym odcieniu. Ubrałam czarną sukienkę z wyciętymi plecami i zabudowanym przodem, a z szafy wyjęłam czarne szpilki z czerwoną podeszwą.
-Gotowa? - zapytał zaspany Zator.
-Tak. - odparłam dumna z siebie.
-To teraz ja się zacznę przygotowywać. - powiedział i poszedł do swojego pokoju. Dosłownie po kilku sekudnach wyszedł z niego zapinając koszulę w kratę, którą dostał od naszej mamy pod choinkę. Spryskał się perfumami i krótko mówiąc był już gotowy. Przypatrywałam się temu wszystkiemu z szeroko otwartymi oczami. Czym ma się cały dzień przygotowań, do jednej minuty?! Narzuciłam na siebie ramoneskę w bordowym kolorze, wzięłam kopertówkę dobraną do kurtki i wyszłam z mieszkania. Umówiliśmy się z Alexem, że przyjedzie po nas kilka minut przed 20. Wyszliśmy na zewnątrz i czekaliśmy na niego. Gdzie nie gdzie na niebie widać było już wybuchy petard, które prezentowały się naprawdę ładnie.
-Wolałbym spędzić tego Sylwestra z Polsatem. - mój brat szeroko ziewnął.
-Serio?! - parsknęłam. - Z Polsatem będziesz go spędzać, gdy będziesz miał żonę, piątkę wrzeszczących dzieci i brzuch zasłaniający Ci cały świat...
-Dzieci oddamy Tobie. - zaśmiał się, trącając moje ramię.
-No jasne. - przewróciłam oczami. Po kilku minutach zobaczyliśmy Mustanga Alka, który właśnie podjechał pod nasz blok. Wsiedliśmy do niego nieco zmarznięci, bo było naprawdę mroźno.
-Siema. - przywitałam się z siatkarzem.
-Siema, siema. - odparł i przybił piątkę z Pawłem.
-Niezła bryka, skąd masz? - zapytał rozglądając się po wnętrzu.
-Dostałem od dziadka. - odrzekł i ruszył w kierunku mieszkania Kłosa. Przez całą drogę słyszałam tylko rytmy lat 90-tych i gadaninę Pawła, lecz raczej nikt go nie słuchał. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, szybko wysiadłam z auta.
-Pod jakim numerem on mieszka? - zapytał atakujący, trzymając się jak najdalej ode mnie.
-Chyba dziesiątką... - zamyśliłam się.
-A nie ósemką? - wtrącił Zati.
-Mi się tam zdaje, że pod piątką...
-Niee, dziesiątka.
-Jestem pewien na 23 procent, że ósemka.
-A nie możemy do niego zadzwonić? - westchnęłam.
-Możemy. - Zatorski wzruszył ramionami i wybrał numer do przyjaciela.
-No siema. Ty, mamy problem, pod jakim numerem mieszkasz?
-...
-Aaa, dwunastką? Okej, dzięki, za sekundę jesteśmy.
-No, dziesiątka. - zaśmiał się Alek i ruszyliśmy w stronę mieszkania. Kiedy tam dotarliśmy i weszliśmy do środka, zastaliśmy już prawie całą drużynę Skry. Byliśmy jednymi z ostatnich, którzy zostali zaproszeni. Na wejściu od razu dostaliśmy drinka z palemką, lecz Atanasijević nie mógł go spróbować, bo jego dziecko czeka na parkingu.
-Cześć! - przywitałam się ze wszystkimi, a oni ze mną. Byli tam dosłownie wszyscy, plus ich osoby towarzyszące. Oczywiście Cupka też nie mogło zabraknąć!
-A Wy co tak późno?! - od razu rzucił się na nas. - My już dawno zaczęliśmy! - wskazał na bogato zastawiony stół. Wiecie co można rozumieć pod słowem "bogato".
-Zaraz dołącze, ale muszę najpierw obejrzeć nowe mieszkanko Karolka. - wyszczerzyłam się. - Mogę?
-Jasne. Tylko nie buszuj po szafkach!
-Ale mnie kusi. - zatarłam rękoma i poszłam zwiedzać nowe lokum siatkarza. Na początku zwiedziłam dużą i jasną kuchnię, która mieściła ogromną wysepkę. Potem przestronna łazienka i niebieskimi kafelkami, a na końcu beżowa i olbrzymia sypialnia z wielkim łożem po środku i jasną komodą pod telewizorem.
-Fajnie się urządził, co nie? - w przejściu stanął Alek.
-Świetnie. - moje oczy aż zabłysnęły. - Też będę miała takie łóżko. - uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam na nim, przejeżdżając ręką po gładkiej narzucie.
-Sprawimy sobie takie? - uniósł brew podchodząc do mnie.
-Alek, nie jesteśmy u siebie... - szepnęłam.
-Ale pocałować Cię mogę, hm?
-Ale jak ktoś wejdzie? - próbowałam go lekko odepchnąć. On tylko pokręcił głową i przymknął drzwi.
-A teraz mogę? - zabawnie poruszał brwiami.
-Alex! - zaśmiałam się i poczułam jego pocałunek, złożony na moich ustach.
-A tamci gdzie? - usłyszeliśmy głośny krzyk Cupka z salonu.
-Uciekaj, uciekaj. - wypchnęłam Alka z pokoju, a ja z powrotem ruszyłam podziwiać jasną szafkę.
-Julka, toast wznosimy. - Kostek pojawił się w drzwiach pokoju.
-Idę, idę. - uśmiechnęłam się i odetchnęłam głęboko.
-To co, za nowe gniazdko naszego Kłoska i żeby wiele ładnych dziewczyn tu się przewinęło! - Winiarski uniósł kieliszek wódki.
-Ładnych i mądrych! - dodał Wlazły.
-No i żeby dobrze Ci się tutaj mieszkało... - wtrącił Pliński.
-Wszystkiego dobrego! - powiedzieli wszycy chórem i wypili debiutowy kieliszek wódki.
-Pierwsze koty za płoty. - zaśmiał się Winiar, a Karol puścił muzykę, przy której wszyscy doskonale się bawili. Tańczyłam chyba z każdym, choć gdyby zrobić ranking, na pierwszym miejscu pod względem partnerowania ustawiłabym Winiara, potem Kłosa, a na końcu Zatorskiego. Co jak co, ale ruszać do rytmu to on się nie umie.
Pomagałam Karolowi znosić na stół, coraz to smaczniejsze i wyszukane potrawy. Nie wiem kto mu to przygotowywał. Kiedy on wrócił już do całego towarzystwa ja zostałam w kuchni i usiadłam na kuchennej wysepce, a po chwili dołączył do mnie Alexandar.
-Trzymamy się jakoś. - uśmiechnęłam się.
-Ja już nie mogę wytrzymać... - syknął.
-Ja też nie mogę się powstrzymać... - chwyciłam skrawki jego błękitnej koszuli i przyciągnęłam go do siebie, namiętnie całując. Oplotłam go nogami w pasie, a on położył swoje dłonie na moich udach. W międzyczasie coś strąciliśmy, ale kto by się tym przejmował.
-Sorry, mogę szklankę? - wydukał Misiek. Alex pospiesznie się ode mnie "odessał" i zdjął z blatu, na którym siedziałam. - Dzięki, nie przeszkadzajcie sobie... - wyjął naczynie z szafki i nalał do niego pomarańczowego soku. Patrzyliśmy się na niego nieco rozbawieni. - A sorry, ja już się zmywam... - uniósł ręce, a po chwili już go nie było.
-Wygada wszystkim... - zaśmiałam się.
-Przynajmniej będziemy mieli z głowy. - ponownie mnie pocałował.
-Ale to ja wolałabym im powiedzieć... - mówiłam między pocałunkami.
-Czekaj.. - uciszył mnie i nie przestawał muskać moich warg.
Gdy niektórzy byli już nieźle wstawieni, a do chodziła dopiero 23 zaplanowaliśmy z Alkiem, że w końcu im wszystko powiemy.
-Ty zaczynasz... - szturchnął mnie łokciem.
-Nie, Ty!
-Wstydzę się. - zrobił smutną minę.
-Ale mnie nie będą słuchać... - westchnęłam spoglądając na niego błagalnym wzrokiem. Siatkarz wywrócił ślepiami i postukał łyżeczką w szklaną butelkę, a wszyscy przerwali swoją zabawę.
-Chciałbym Wam coś ogłosić!
-To szybko, jestem w transie! - oburzył się Winiar.
-No więc...
-Nie zaczyna się zdania od "no więc"!
-Wiecie co, chyba konczy się Wam wódka, po drugiej stronie jest monopolowy. - tak jak się spodziewałam. Speszył się.
-Co to było?! - szturchnęłam go ramieniem.
-Nie potrafiłem. - podrapał się po karku.
-Młodzi... - Cupko uwiesił się na naszych szyjach. - Wiecie czego chcę Wam życzyć? - rozejrzał się po pokoju. - Bądźcie w końcu razem. - ucałował mnie w policzek, a Alka poklepał po plecach.
-No właśnie. - trąciłam atakującego i głośno się zaśmiałam nalewając sobie wina.

____________________________________________________

Jest, jest, jest! :D
Gala Mistrzów Sportu rozbraja!
Eleganckie złotka. ;>

P.S. Chcecie być na bieżąco? Zapraszam --> https://twitter.com/__Sissi 

Pozdrawiam, Sissi. ♥

czwartek, 3 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 28

-Wiesz co? - zapytałam, opierając się o tors chłopaka.
-Nie, ale zaraz się za pewne dowiem. - mruknął.
-Może powiemy wszystkim na Sylwestrze, że jesteśmy razem?
-Dopiero?! Nie wytrzymam tyle!
-Damy radę. - poklepałam jego policzek. - Po prostu zachowujmy się jak zawsze...
-Masz na myśli dogryzanie sobie nawzajem? - zaśmiał się. Pokiwałam głową przytakując. - Ale ja nie będę potrafił!
-Zdziwisz się... to co, ogłaszamy na Sylwku? - odwróciłam się do niego przodem.
-Okej... - westchnął.
-Ale nikomu ani słowa! Nikomu!
-Zrozumiałem... - wywrócił oczami.
-No. - wyszczerzyłam się i przybiliśmy głośną piątkę. Dokończyliśmy butelkę wina i postanowiliśmy, że będziemy już szykować się do spania. Oczywiście nie mogło zabraknąć sporo o to, kto gdzie śpi. Ostatecznie stwierdziliśmy, że będziemy spać razem. Alek dał mi swój T-Shirt, w którym miałam spać.
-Chcesz drugą kołdrę? - zapytał.
-A zabierasz ją w nocy? - uniosłam brew.
-Nie zaprzeczę i nie potwierdzę...
-Ja kopię podczas snu, Ty zabierasz kołdrę... związek idealny.
-Żebyś wiedziała, że idealny. - wolno wspiął się po łóżku i pocałował mnie. Położyłam swoje dłonie na jego policzkach, a on dotykał mojego uda. Delikatnie się na mnie położył, a ja oplotłam go nogami w pasie.

***

-Pobudka... - Alex szepnął prosto do mojego ucha.
-Dzięki, nie skorzystam... - uśmiechnęłam się lekko, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na biodrze.
-Co chcesz na śniadanie?
-Drzemki. - odwróciłam się w jego stronę, a mój nos drażniła woń jego perfum.
-Jula, zaraz mamy trening... - odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy.
-To co. - mocno się w niego wtuliłam, przymykając oczy. 
-Paweł na pewno umiera z tęsknoty za swoją ukochaną siostrzyczką. - zaśmiał się cicho.
-Ehe, już to widzę...
-Dżul no! Wstajemy! - klepnął mnie w pośladek.
-No to wstawaj, ja nie muszę.
-Jeszcze mi powiedz, że czekasz na śniadanko do łóżka. - przytaknęłam kiwając głową. - Nie ma opcji! - wyskoczył spod kołdry i chwytając moje nogi wyciągnął mnie z łóżka. - Zaraz Cię widzę w kuchni!
-Noo... - mruknęłam tylko i z powrotem wróciłam na materac.Kiedy jednak poczułam zapach smażonych naleśników, postanowiłam, że wstanę. Pozornie zaścieliłam łóżko i poszłam do Alka.
-Teraz rozumiem dlaczego mówią, że widok dziewczyny w koszulce swojego chłopaka jest jednym z najpiękniejszych na świecie. - uśmiechnął się szeroko, gdy mnie zobaczył.
-Widzę, że już słodzimy od rana? - uniosłam kącik ust i oparłam się o ścianę. - Gotujący facet, to też jeden z najpiękniejszych widoków.
-Ha, uzupełniamy się. - podrzucił usmażone ciasto na patelni, a ono opadło na drugą stronę.
-Też tak chcę! - moje oczy aż zabłysnęły. Czym prędzej podeszłam do Alexa i chwyciłam patelnię. Siatkarz stanął zaraz za mną i położył swoją dłoń na mojej, a już po chwili rzucaliśmy naleśnikami. Tylko jeden ucierpiał wpadając do zlewu, co według mnie jest olbrzymim, życiowym sukcesem! Ja rozłożyłam talerze i sztućce, a Alek wyjął wszystkie możliwe dodatki do naleśników. 
-Smacznego. - powiedział kładać przede mną danie.
-Smacznego. - odparłam i mrugnęłam okiem. Ukroiłam kawałek upieczonego ciasta i wzięłam go do ust. Po chwili obok mojego talerza stanął jeszcze duży kubek kakaa, bo Alex uparł się, że nie będzie robił mi kawy, jeśli mi zabroniono jej pić. Po skończonym posiłku wspólnie posprzątaliśmy.
-Julka... - zaczął Alek. - Nie uważasz, że to będzie dziwne, jeżeli wspólnie przyjedziemy na trening?
-Faktycznie... - przeraziłam się. - Powiemy... że całą noc byłam u Baśki, a zabrałeś mnie po drodze.
-Byłaś u Baśki jak jej nie ma w domu, a po drugie napisałaś Pawłowi, że jesteś u mnie. - przewrócił ślepiami.
-Nie muszą wiedzieć, że Baśki nie ma w Bełku, a Zatiemu wciśnie się jakiś kit, on we wszystko uwierzy!
*
-Myślisz, że w to uwierzę? - Zatorski popatrzył się na mnie ze zmrużonymi oczami. 
-Sądzisz, że Twoja jedyna i najukochańsza siostrzyczka, byłaby w stanie skłamać swojego wspaniałego braciszka? - szybko pomrugałam oczami, niemiłosiernie się szczerząc. 
-Tak. - ściągnął z siebie koszulkę i założył tę klubową. Alek uderzył się w czoło. Raczej wiadomo co mogło to znaczyć.
-Dżul przecież nie umie kłamać! - dodał po chwili.
-Jeszcze się zdziwisz... - poklepał go po plecach i wyszedł z szatni.
-Zepsułaś to. - zaśmiał się i wygonił mnie z pomieszczenia.
-Ja to zepsułam?! - wydarłam się.
-No nie gadajcie, że znowu prysznic się rozpieprzył... - jęknął załamany Woicki, gdy dojechał na halę, a my pokręciliśmy głowami. - Dzięki Bogu! - odetchnął i trzasnął drzwiami szatni.
-Zepsuty prysznic? - zmarszczyłam brwi.
-Dawno i nieprawda. - atakujący popchnął mnie w stronę boiska, a tam już rozciągający się chłopcy. Zator gdy nas zobaczył uśmiechnął się od ucha do ucha. Miałam nadzieję, że nic nikomu nie wygada, bo z naszej niespodzianki nici. Pomogłam fizjoterapeutom Skry poskładać ich ręczniki i podpisać butelki z piciem. Chociaż raz mogłam zająć się czymś, poza zdjęciami, bo zawsze to samo. Przez cały trening chłopaków nie odezwałam się do Alexa ani słowem, co niezwykle zdziwiło Cupka.
-A co Wy tacy niemrawi? - znalazł się obok mnie.
-Co? Kto? My? Niee... - uśmiechnęłam się blado, a Kostek uniósł brew i podejrzliwie się na mnie spojrzał. - Nie patrz się tak na mnie. - mruknęłam i spuściłam wzrok.
-Czekaj, czekaj... - zamyślił się i mierzył nas wzrokiem. - Coś mi zaczyna świtać.
-Co?! - wrzasnęliśmy jednocześnie. Spojrzeliśmy na siebie, a Atanasijević zaczął zachłannie łykać wodę.
-Znowu się pokłóciliście? - westchnął. - O co tym razem? - pokręcił głową.
-Takie tam. - machnęłam ręką, a Alek postukał się w skroń, lecz gdy Cupko odwrócił się w jego stronę, wyszczerzył się jak nigdy. 
-Nie nadążam za Wami! W tej chwili macie mi się pogodzić, bo niedługo Was powystrzelam!
-Sorry. - Alek ukazał rząd zębów i wysunął dłoń w moim kierunku.
-No ja też. - zacisnęłam wargi, aby tylko się nie zaśmiać. 
-No! - Cupko aż klasnął w dłonie i przyjął nas pod swoje skrzydła, mierzwiąc nasze włosy. 
-Chłopcy, posprzątajcie piłki, na dzisiaj już koniec. - zarządził trener Nawrocki, a siatkarze posłusznie ruszyli, by uporządkować salę, a następnie poszli pod prysznic. Dzisiaj zdjęć zrobiłam naprawdę niewiele. Zajęta byłam pomaganiem trenerowi i fizjoterapeutom. 
-Wracasz ze mną, czy znowu jedziesz do "Basi". - powiedział Zati wychodząc z szatni. To ostatnie słowo ujął w tzw. "króliczki". 
-Nie, nie jadę do "Basi". - wywróciłam oczami i poszłam za bratem. Zamówiliśmy taksówkę, a już po kilkunastu minutach byliśmy z powrotem w mieszkaniu. 
-To co, powiesz mi w końcu, że jesteś z Alexem? - rzucił prosto z mostu. Postawił mnie przed faktem dokonanym. I co ja miałam zrobić?!
-Z Alkiem?! - wybuchnęłam przymusowym śmiechem. - Skąd Ci to przyszło do tego pustego łba. - zacisnęłam zęby od razu kierując się do swojego pokoju. 
-Młoda, wiem kiedy kłamiesz, a kiedy... kłamiesz. - wyszczerzył się, przez co dostał ode mnie kapciem.
-Jesteśmy przyjaciółmi nikim więcej! - burknęłam.
-Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską. - wystawił język w moją stronę.
-No popatrz, a jednak istnieje. - zmrużyłam oczy.
-Ale nie w Waszym przypadku!
-Chcesz jeszcze jednym kapciem?! - wzięłam go do ręki i już miałam nim rzucać. 
-Tylko dziewczyny Alka rzucają w braćmi kapciami. - zaśmiał się i w porę zamknął za sobą drzwi, bo oberwałby jeszcze raz. 
-Pacan. - mruknęłam sama do siebie i odpaliłam komputer. 
-Dziewczyno Alka, co chcesz na obiad? - znów się pojawił, ale ja nie odpowiedziałam. - Ty! 
-Odwal się!
-No to będziesz głodować...
-No i dobra!
-No i dobra.
-Nie mam czym w Ciebie rzucić...
-Może swoim sercem należącym do Aleksia? - wybuchnął śmiechem.
-Ha, ha, haa... 
-Ciebie też to bawi? 
-I to jak! 
-Jestem mistrzem żartu... chińczyk może być?
-No. - mruknęłam i ruszyłam do szafki, aby się przebrać. 

___________________________________________________________

Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, ale nie dość, że masa nauki, to jeszcze brak internetu, przez większość dnia. :C 
Postaram nadrobić się w weekend. ;-)
Pozdrawiam, Sissi. ♥



wtorek, 1 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 27

Na drugi dzień chłopcy przygotowywali się do pierwszego ćwierćfinału w Pucharze Polski. Trema dawała o sobie znać, lecz na moje oko radzili sobie z nią doskonale. Wieczorem nadszedł czas na ostateczne starcie.
-Zdjęcie! - krzyknęłam, gdy weszłam do szatni, a wszyscy na raz wyszczerzyli się. - Pięknie! - pochwaliłam ich, gdy przyjęli zadowolone miny. Mocny flesz nieco oślepił siatkarzy, ale kto by się tym przejmował, jeśli w aparacie widnieje takie cudowne zdjęcie. - To ja idę zająć sobie miejscówkę. - poruszałam brwiami i trzasnęłam drzwiami zamykając je za sobą. Po drodze minęłam jeszcze kilku innych fotografów, ale to ja zajęłam miejsce z samego przodu. Pod barierkę podsunęłam sobie krzesło i czekałam na rozpoczęcie meczu. O dziwo pierwsi na płycie boiska pokazali się Bełchatowianie. Po paru wskazówkach trenera zaczęli rozgrzewkę, a następnie pojawili się Jastrzębianie. Po zrobieniu kilku zdjęć na próbę byłam już przygotowana na rozgrywkę.
Cały mecz był bardzo ekscytujący, zawodnicy na zmianę wygrywali sety. Ostatecznie wygrali siatkarze z Jastrzębskiego kończąc mecz z wynikiem 3:2. Skrzaty oswoili się z porażką, ale wiedzą, że na rewanżu w Jastrzębiu muszą dać z siebie wszystko. Gdy zbierałam swoje manatki, aby wyjść z sali, usłyszałam czyjeś wołanie. Obejrzałam się w kierunku, z którego dochodziły głosy i zobaczyłam machającego Holmesa, razem z Kubiakiem i Violasem. Wyszczerzona od ucha do ucha podbiegłam do nich.
-My, jako przedstawiciele Jastrzębskiego Węgla przekazujemy te oto koszulki, bo Jastrzębianie dotrzymują słowa. - wyrecytował uśmiechnięty Michał i wręczył mi papierową torbę z logo Jastrzębskiego, a w niej każda koszulka osobno złożona w foliowym opakowaniu.
-Dziękuję! - moje oczy wyglądały jak pięcio złotówki.
-Do usług. - zasalutowali i machając w moją stronę poszli w stronę szatni. Dziwnie musiałam wyglądać w koszulce Skry trzymając torbę z Jastrzębia. Zadowolona poszłam w stronę szatni Skrzaków. Po chwili, pierwszy z pomieszczenia wyszedł Alek.
-Porywam Cię. - wyszczerzył się i złapał mnie za dłoń.
-Co?! - zmarszczyłam brwi. - Paweł będzie się o mnie martwił! - próbowałam wyrwać się siatkarzowi.
-Spoko, o wszystkim poinformowałem Twojego braciszka... - wyszliśmy z hali i wpakowaliśmy się do czarnego Mustanga.
-Jest 23, gdzie Ty chcesz jechać? - zatrzasnęłam drzwi od auta i oparłam głowę o zagłówek.
-Niespodzianka. - poprawił lusterko i odpalił samochód. Zaraz po tym ruszyliśmy z parkingowego miejsca.
-Boże, nie wytrzymam z Tobą!
-Nie Boże, wystarczy Alex. - atakujący wyszczerzył się, a ja lekko uderzyłam go w ramię.
-Powiesz mi gdzie jedziemy? - jęknęłam bezradna.
-Na lodowisko.
-Co?! - wybuchnęłam śmiechem.
-Lodowisko. Tam się jeździ na łyżwach...
-Wiem co się robi na lodowisku! Ale przecież już jest zamknięte... - wskazałam na zegarek.
-Jakoś mi to nie przeszkadza... - wzruszył ramionami. Po kilkunastu minutach byliśmy już pod miejskim lodowiskiem.
-Zapraszam. - Atanasijević otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta.
-Pogięło Cię. - uśmiechnęłam się i rozejrzałam wokół. Nigdzie żywej duszy, wszystko pozamykane i zabarykadowane.
-Spodoba Ci się.
-Ale ja nie umiem jeździć! - ruszyłam za siatkarzem.
-To Cię nauczę. - posłał mi szeroki uśmiech. Podeszliśmy do małego budynku, w którym znajdowała się wypożyczalnia łyżew. Drzwi osłonięte były metalową kratą, a ta zabezpieczona była ogromną kłódką.
-Powodzenia... - westchnęłam wskazując na zamknięcie.
-Nie dziękuję. - wystawił język w moim kierunku i włożył ręke do swojej kieszeni, z której wyciągnął wsuwkę do włosów.
-Skąd masz...
-Wszystko chciałabyś wiedzieć?! - burknął wsadzając spinkę do kłódki. Po paru bliżej mi nieokreślonych ruchach otworzyła się, a my spokojnie odchyliliśmy stalową kratę. Z drzwiami Alex postąpił tak samo, a te bez żadnego problemu otworzyły się na oścież.
-My się włamaliśmy... - moje usta ułożyły się w literkę "o".
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. - ukazał rząd swoich zębów i zaciągnął mnie do środka. - Jaki masz rozmiar?
-39... - chodziłam między półkami pełnymi łyżew.
-Łap! - zamachnął się, aby rzucić we mnie obuwiem.
-Alek!
-Doobra, żartowałem. - zaśmiał się i podał mi je, a sobie odnalazł w innym rozmiarze.
-Jak to się zakłada? - pisnęłam, nie mogąc połapać się z tymi wszystkimi sznurówkami.
-No serioo... - westchnął i kucnął przede mną zawiązując mi łyżwy. Gdy już obydwa buty miałam wzorowo zawiązane, próbowałam na nich stanąć. Próby nie powiodły się, dlatego musiał wkroczyć Alek. - Daj rękę. - podałam mu ją, a ten mocno mnie trzymając, wyprowadził z pomieszczenia.
-Ja tam nie wejdę. - broniłam się, aby nie wejść na lód.
-Dżuuul! - Atanasijević dosłownie wepchnął mnie na lodową taflę, a ja przy samym wejściu zaliczyłam upadek. Alek tylko uderzył się w czoło. Pomógł mi wstać, a już po chwili "jechałam" kurczowo trzymając się barierek.
-Dziecko drogie... - Alek głęboko odetchnął i oderwał mnie od band. Razem z nim wyjechałam na sam środek lodowiska.
-Dzięki... - mruknęłam. - W tym momencie pogodziłam się z myślą, że za chwilę złamię sobie wszystkie kończynki...
-Nie przesaadzaj. - odparł i złączył swoją dłoń razem z moją. - Prawa... lewa... prawa... lewa...
-Nie umiem! - wydarłam się.
-Nie idź na tych łyżwach, tylko szusuj. - siatkarz już nie mógł ze śmiechu.
-Szusuj... - burknęłam.
-No... coraz lepiej.
-Zaczynam szusować? - zaśmiałam się.
-I to jak! - Alek klasnął w dłonie. Po chwili jeździłam już sama. Zaliczyłam kilka upadków, przez co moja kość ogonowa nieco ucierpiała...
-Chodź, nauczę Cię jeszcze jednej rzeczy... - przywołał mnie ręką na środek tafli. Szybko znalazłam się obok niego. - Daj ręce. - posłusznie złapałam się jego ciepłych dłoni, a po chwili kręciliśmy się w kółko.
-Jak Ty to robisz? - nie mogłam rozszyfrować jego pracy stóp. Ja po prostu byłam ciągnięta przez Alka i dlatego tak łatwo było mi jeździć. Gdy wytłumaczył na czym to polega, oczywiście nie obyło się bez zaliczenia gleby. Z większymi problemami, ale udało nam się wstać. Nagle Alek położył ręce na moich lędźwiach i delikatnie przyciągnął do siebie. Spojrzałam w górę i złapałam się skrawka jego kurtki. Wolno zbliżył swoją twarz do mojej.
-Mogę? - zapytał niewinnie. Przytaknęłam kiwając głową, a on lekko się uśmiechnął i subtelnie musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek, który po chwili przerodził się w bardziej zdecydowany i namiętny. Jego język łaskotał moje podniebienie.
-Chyba tracę równowagę. - mówiłam między pocałunkami. Alek nawet nie zdążył nic odpowiedzieć, bo znów leżeliśmy na zimnym lodzie. Nie mogliśmy przestać się śmiać.
-Kocham Cię... - szepnął prosto do mojego ucha.
-Ja Ciebie też. - spojrzałam w jego oczy, które błyszczały wśród nocnych ciemności. - KOCHAM CIĘ! - krzyknęłam po chwili na całe miasto, a siatkarz ponownie obsypał mnie pocałunkami. Po jeszcze kilkunastu minutach wygłupów na lodzie, postanowiliśmy, że będziemy się zbierać. Aleksandar pomógł mi zejść z lodowiska i pobiegliśmy w stronę wypożyczalni. Usiadłam na ławce w celu zdjęcia łyżew, co zajęło mi trochę czasu. Potem bezszelestnie wymknęliśmy się z budynku i pozornie zamknęliśmy go. Skierowaliśmy się do auta i z piskiem opon odjechaliśmy w stronę mojego mieszkania.
-Najlepszy wypad na lodowisko w moim życiu... - powiedziałam, gdy już staliśmy pod moją klatką schodową.
-Mój też. - uśmiechnął się i jeszcze raz pocałował.
-Dziękuję. - odwzajemniłam gest i wysiadłam z auta. Kierując się do domu dotarło do mnie, że w końcu zostaliśmy parą. Nareszcie mogę mu powiedzieć "Kocham Cię", mogę poczuć smak jego ust i zapach jego perfum. Choć znaliśmy się od dawna, dopiero teraz zdecydowałam się na ten pierwszy, poważny krok. Uśmiechałam się sama do siebie na myśl, że Alex jest moim chłopakiem. Odwróciłam się jeszcze raz w stronę jego auta. Stał tam, oparty o maskę swojego Mustanga i odprowadzał mnie wzrokiem. Wysłałam mu całusa w powietrzu i cała w skowronkach wbiegłam po schodach, wparowując do domu.
-Jestem! - krzyknęłam na cały dom, lecz nie usłyszałam odpowiedzi. - Jest tu kto? - zajrzałam do salonu, ale nie zastałam tam nikogo. Przeszłam się po całym mieszkaniu, a na koniec zajrzałam do pokoju Pawła.
-Paweł! - krzyknęłam zdzierając sobie gardło.
-Co? - zapytał ściągając olbrzymie słuchawki z uszu. - Sorry, nie słyszałem jak weszłaś.
-Nie słyszałem, nie słyszałem... - wywróciłam oczami. - Dom otwarty na oścież, a Ty zamknięty w czterech ścianach!
-Doobra, jeszcze coś? - mruknął, nie odrywając wzroku od komputera. Parsknęłam i zamknęłam za sobą drzwi. Od niedawna kompletnie nie szło się z nim dogadać.

Chcesz mnie porwać jeszcze raz? ;> ;*

Z przyjemnością.... 

Czekam. ;*

Wiedziałam, że Alex zawsze będzie skłonny do wyciągnięcia mnie z czterech ścian. Napisałam kartkę Pawłowi, którą zostawiłam w kuchni, ubrałam się i zeszłam na dół. On już tam stał.
-Masz niezłe tempo. - pocałowałam go, kolejny raz się z nim witając.
-Bo nigdzie nie wyjeżdżałem. - zabawnie poruszał brwiami i pomógł mi wsiąść do Mustanga. - Gdzie jedziemy? - zapytał, wsiadając na miejsce kierowcy.
-Do Ciebie? - uśmiechnęłam się.
-Jak sobie pani życzy... - ucałował moją dłoń i odpalił auto. Gdy zatrzymaliśmy się na światłach jego ręka powędrowała na moje udo. Czułam przeszywające ciepło, które od niej biło. Położyłam na niej swoją dłoń i złączyłam je palcami, a potem spojrzałam w oczy chłopaka. 
-Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem... - oznajmił po chwili.
-Zielone masz. - zaśmiałam się wskazując na sygnalizację.
-Ale kochasz mnie? 
-Alek, samochody na nas trąbią!
-Kochasz? - wyszczerzył się.
-Kocham. - odparłam, a ten wskazał na swój policzek. Pokiwałam głową i nacelowałam na policzek, lecz siatkarz w ostatniej chwili odwrócił głowę i natrafiłam na usta. Lekko uderzyłam jego ramię i kazałam w końcu ruszyć. Praktycznie przejechaliśmy już na pomarańczowym, a reszta aut musiała czekać na następną szansę. 
-O jak przykro. - spojrzał w lusterko ze smutną miną.
-Wariat. - zaśmiałam się podziwiając widoki za oknem. Po paru minutach dotarliśmy w końcu do mieszkania Alka. Trzymając się za ręce weszliśmy do budynku i skierowaliśmy się do jego drzwi. Przepuścił mnie w nich i wtargnęliśmy do środka. Pomógł mi zdjąć kurtkę i odwiesił ją na wieszak, wskazując stronę, w którą mam się udać. Usiadłam na kanapie w salonie i czekałam na Alka.
-Chcesz coś do picia? Herbatę, sok... - poszedł do kuchni.
-A masz coś mocniejszego? - zapytałam opierając się o oparcie sofy. Siatkarz od razu wynurzył się zza kuchennej wysepki i charakterystycznie poruszał brwiami, więc nie mogłam się nie zaśmiać.
-Wino? - wrócił do barku, który znajdował się w salonie. - Ojciec dał mi je na osiemnastkę. - zaczytał się w etykietce alkoholu.
-No to zostaw je na specjalną okazję...
-Teraz jest specjalna okazja. - odparł atakujacy i postawił przede mną dwa kieliszki, do których nalał trunek. Usiadł obok mnie, wcześniej włączając muzykę w wieży. 
-Za miłość? - zapytał siatkarz unosząc szklane naczynie.
-Za miłość i za nas. - uśmiechnęłam się i stuknęliśmy się kieliszkami, po czym zanurzyliśmy usta w czerwonym napoju. 
-Czas zmienić status na Facebook'u... - powiedział zupełnie poważnym tonem, a ja popatrzyłam się na niego unosząć brew.
-A jak ciotki będą pytać o chłopaka, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mam Ciebie. - przyssałam się do jego policzka, co niezwykle rozbawiło siatkarza. 
-Jestem ciekaw co na to wszystko Cupko... - objął mnie ramieniem, a ja przytuliłam się do jego torsu.
-Myślisz, że wybuchnie niepohamowaną radością i wyściska nas za wszystkie czasy? - wpatrywałam się w bordową ciecz pływającą w kieliszku.
-Byłby do tego zdolny. - poczułam jak całuje mnie w głowę. - Ucieszy się...
-Może jemu kogoś znajdziemy? - uniosłam wzrok i spojrzałam na Alka.
-Chcesz się bawić w swatkę? - zaśmiał się.
-Czemu nie. - wzruszyłam ramionami i wzięłam kolejny łyk wina. 
-Ale poczekaj, nacieszmy się sobą. - poczułam ciepły pocałunek na ustach. 

_____________________________________________________________

I jak tam misiaczki, żyjecie? :D Udała się Sylwestrowa zabawa? ;-) Mi bardzo. ^_^ 
Także oto pierwszy wpis w 2013 roku. Hohohoh. ♥ 


Gdy oglądam to poraz 587384738 i tak się rozpływam i zsuwam z krzesła. 
Spóźnione życzenia, ale zawsze coś, co nie? ;-)



Piosenka, dzięki której powstał ten rozdział. ♥


Zostałam poproszona o reklamę, dlatego serdecznie zapraszam na ten blog --> KLIK
Naprawdę świetny blog o tematyce siatkarskiej i całkiem oryginalnym pomyśle. ;-) Główna bohaterka trenuje gimnastykę sportową. Występuje tam m.in. Bartek Kurek i Alex Atanasijević. Jeszcze raz serdecznie zapraszam! ;-)

Pozdrawiam, Sissi. ♥